Trochę historii tytułem wstępu

Pierwszy etap szkolenia sportowego to był dla klubu „Astoria” ogromny wysiłek finansowy, który z coraz większym trudem dźwigał przez lata dzięki dotacjom docelowym Rady Głównej ZS „Start”, otrzymywanym w zamian za odnoszone sukcesy.

Na tym tle  powstała koncepcja,  wspierana informacjami instruktorki ZHP i jednocześnie nauczycielki „II klasy pływackiej” SP 39 druhny Bogumiły Kaja. Dla sprawniejszego uformowania w KS „Astoria” klas z poszerzonym programem wychowania fizycznego, a później klas sportowych, skorzystano, szczególnie na obozach tak letnich jak i zimowych, z form pracy harcerskiej.

Wymienione niżej obozy integracyjne oraz zimowiska organizowano przy wsparciu ZHP, ale też wg zasad i metodyki obowiązującej w harcerstwie. Letnia (zimowa także) akcja ZHP była dotowana i łatwiej można było pozyskać dopłaty zakładów pracy. Utworzono drużynę, a później (1971 r.) nawet Szczep Harcerski przy KS „Astoria” im. Jerzego Szajnowicza-Iwanowa. Prowadziła je lub nadzorowała przez wiele lat właśnie hm B. Kaja. Miało to wiele pozytywnych aspektów. Dla organizatora obozu aspekt finansowy był ważnym, choć nie wysuwanym na plan pierwszy. Po okresie nauczania początkowego realizowanego (zwykle przez jednego pedagoga) w klasach I-III, łatwiej było w tym momencie przekonać rodziców do zmiany szkoły dziecka, które pozostawiało swego dotychczasowego wychowawcę i rozpoczynało naukę poszczególnych przedmiotów z innymi, „obcymi” nauczycielami. To samo czekało go przecież w szkole macierzystej. Problem zmiany środowiska szkolnego rozmywał się łagodnie i bezboleśnie w trakcie dwu-, trzytygodniowego obozu – zawsze atrakcyjnego – celowo organizowanego w drugiej połowie sierpnia. Kandydaci do klasy sportowej na drugi dzień po powrocie udawali się do nowej szkoły i oczekujących tam „nowych kumpli” i przyjaciół z obozu, prawie bez kontaktu ze „starymi” znajomymi.

Tak na marginesie, z klasami sportowymi był pewien kłopot. Wynikał on z obserwacji nauczycieli, które wskazywały na wyższą przeciętną ocen pływaków i większe zdyscyplinowanie, co było mile   widziane przez wychowawców tych klas, ale niechętnie postrzegane przez pozostałych pedagogów szkoły. Zauważyć można było pewną rywalizację a nawet dość nerwowe zabiegi o pozyskanie wychowawstwa w kolejnych rocznikach poczynając zawsze od zintegrowanej klasy IV. Była ona formowana z uczniów uczęszczających do szkół objętych przez „Astorię” nauką pływania. Najlepsze postępy w tej dziedzinie były na ogół udziałem dzieci dopilnowanych, nadzorowanych (przez babcie lub niepracujące mamy) i zdyscyplinowanych, zadbanych, tj. dobrze odżywionych, ubranych i wyposażonych (kostium, klapki, ręcznik do wytarcia), nie chorujących, a więc z wysoką frekwencją. Takie dzieci zwykle mają bardzo pozytywne oceny w szkole. Zmartwieniem było, jak te dzieci – dobrze postrzegane w dotych-czasowej placówce – zabrać z niej i „na prośbę rodziców” przenieść do innego rejonu. Jeśli się to udało to nowo utworzona klasa była naprawdę nieprzeciętna. Każdy prowadzący lekcje w takiej klasie miał dobre wyniki nauczania a wychowawca niewiele kłopotów ze złym zachowaniem podopiecznych. Zdarzały się przy tym nieporozumienia, bowiem nowy nauczyciel zachłyśnięty efektami „swej” pracy podejmował „dla dobra nauki” zabiegi o ograniczenie ilości zajęć sportowych w skompletowanej wcześniej staraniem klubu klasie, na rzecz prowadzonego przez siebie przedmiotu. Tak więc, jak wszystko w życiu, ten system miał też swoje plusy i minusy.